:: AKTUALNOŚCI ::

 19.06.2007

 SKUTECZNIEJSZY CHÓR NIŻ SOLISTA


Rozbite i konkurujące ze sobą związki zawodowe nie mogą skutecznie bronić praw pracowniczych. Dlatego powinniśmy się łączyć. Żyjemy w tym samym państwie, obowiązuje nas to samo prawo, mamy takie same obowiązki i każdemu z nas państwo jest winne to samo, bez względu na przynależność związkową. Jednak często zachowujemy się tak, jakby na przykład górnicy byli lepsi od energetyków albo na odwrót. Dzielą nas dziwne uprzedzenia. 
Nauczycielom wydaje się, ze górnicy nie żyją z pracy rąk tylko mają pensje dzięki tak zwanym przywilejom. Górnikom wydaje się, że nauczyciel pogada 18 godzin w tygodniu pod tablicą, poleni się przez dwa miesiące wakacji i kilka tygodni ferii w roku, i żyje sobie z państwowej kiesy niczym u Pana Boga za piecem. Kolejne ekipy rządowe wkładają wiele wysiłku, żeby takie myślenie podsycać. Podzielonym i skłóconym społeczeństwem łatwiej rządzić. Tak samo zachowują się pracodawcy. Raz na czas zaszczycą któryś ze związków tym, że zgodzą się na negocjacje w sprawie płac, warunków pracy czy też przyszłości firmy. Cieszymy się z tego zaproszenia jak małe dzieci. 
Sami pracodawcy też nie są w lepszej sytuacji. Jednych rządzący zaszczycają tym, że któryś z ministrów spojrzy łaskawym okiem na firmę a inni są karani rządową oziębłością. 
A przecież, raz jeszcze powtarzam, wszyscy żyjemy w tym samym państwie, obowiązuje nas to samo prawo. Dlaczego tak się dzieje? Bo pozwalamy, żeby nas dzielono i skłócano. 

Nie dać się poróżnić

To, jak bardzo pożyteczny jest wspólny front pokazuje historia niemieckiego związku IG BCE (Związek Zawodowy Przemysłu Górniczego, Chemicznego i Energii). Związek istnieje od dziesięciu lat i to wystarczyło, żeby stał się niezastąpionym partnerem dla rządu i pracodawców przy ustalaniu strategii dla branż, które reprezentuje. Jest tak skuteczny, że ani pracodawcy ani rząd niemiecki nie odważyli się na arbitralne ustalenia o losach tamtejszego górnictwa. Zanosiło na to, że za pięć lat po branży nie będzie śladu. Stanęło na tym, że za jedenaście lat rząd niemiecki przestanie dopłacać do węgla a i to nie na pewno. W 2012 roku wszyscy zainteresowani przedstawią ocenę sytuacji i podejmą decyzje na następne 6 lat. Gwarantują to porozumienia zawarte na szczeblu landów, na szczeblu centralnym, porozumienia z pracodawcą, rządem a wszystko to sprawdzi parlament niemiecki. We wszystkich porozumieniach uczestniczy związek zawodowy. Nie chcę opisywać kolejnych punktów porozumienia, bo ciężko byłoby je przenieść na grunt polski. Jednak w strategii opracowanej na przyszłość przez IG BCE jest jeden, ważny także dla nas punkt: " Działać wspólnie, nie dać się między sobą poróżnić". 
Władza państwowa, bez względu na opcję polityczną, zawsze chce mieć monopol na rządy. Żeby zachować ten monopol, gotowa jest czasem liczyć się z opiniami rządzonych. Jednak rządzeni muszą mieć wielką siłę przebicia, żeby ich głos był słyszany. Niestety, to my sami robimy wiele, żeby władza żyła w ciszy i spokoju. Dzielimy się, kłócimy, walczymy między sobą, żeby choć przez chwilę móc krzyknąć do rządzących: jesteśmy niezadowoleni. Dlaczego nie krzykniemy chórem, tak jak Niemcy?

Jak do tego doszli?

IG BCE jest młodym związkiem jak na warunki europejskie. Na początku lat dziewięćdziesiątych Związek Zawodowy Przemysłu Górniczego i Energii (IGBE), Związek Zawodowy Przemysłu Chemicznego - Papierniczego - Ceramicznego (IGCKP) i Związek Zawodowy LEDER (GL) porozumiały się, by połączyć swoje siły i stworzyć wspólną organizację. - Chcieliśmy kierować się ku przyszłości, być liczni i mieć siłę przebicia - tak działacze związku streszczają swoje założenia z początku lat dziewięćdziesiątych. Już wtedy zdawali sobie sprawę, że rząd i pracodawcy wykorzystują to, że związki z branż, które wzajemnie od siebie zależały, nie współpracują ze sobą.
Dlatego w grudniu 1991 roku związek górników i energetyków wraz ze związkiem przemysłu chemicznego, papierniczego i ceramicznego oficjalnie poinformowały o zamiarze przeprowadzenia fuzji obu związków. Pół roku później była gotowa umowa o współpracy i zasadach połączenia. Rok później do umowy przyłączył się związek GL. W 1993 roku powstał tak zwany kartelowy związek górników, chemików i energetyków. Od początku 1994 roku dzięki tej strukturze tworzył się powoli związek IG BCE. Od tego momentu także wszystkie układy zbiorowe pracy były podpisywane przez związki, które w przyszłości miały stworzyć jedną organizację - IG BCE. Bez ich podpisu byłyby nieważne. I to właśnie negocjowanie i podpisywanie najkorzystniejszych układów było najistotniejszym powodem powołania dużego związku. 
Tymczasem w Polsce od lat przyjął się zwyczaj, że każda branża walczy o swoje. Kolejne rządy robią wszystko, żeby związki były słabe, skłócone i najlepiej skoncentrowane na walce o przetrwanie. To gwarantuje tak zwany święty spokój. Mało tego, jest to na rękę wielu liderom związkowym, bo od czasu do czasu spotka ich zaszczyt i mają okazję do bezpośredniego kontaktu z najważniejszymi przedstawicielami władzy. Zastanawiam się, jak to się dzieje, że przedstawiciele władzy zmieniają się, nigdy nie maja dość czasu na rozwiązanie najważniejszych problemów, a my z tymi problemami zostajemy i wydaje się nam, że jak znów władza się zmieni, to tym razem załatwimy wszystko. Jednak załatwiamy niewiele. Przytłaczająca większość układów zbiorowych pracy jest wypowiedziana. Pracodawcy wykorzystują nasze rozbicie i robią co im się podoba. W dodatku przy każdej okazji podkreślają, jakim złem dla kraju i gospodarki są związki zawodowe. "Działać wspólnie, nie dać się między sobą poróżnić" - to hasło niemieckich związkowców powinno stać się naszym hasłem.

My też potrafimy

Co przeszkadza, żeby górnicy i energetycy wspólnie walczyli o swoje interesy? Tak naprawdę jedynie niezrozumiałe uprzedzenia. Czy jest jakiś konkretny powód, że do tej pory w Polsce nie powstały na przykład trzy silne centrale, które skupiałyby pracowników administracji rządowej i samorządowej, pracowników przemysłu i pracowników nauki i oświaty? Tylko jeden - wydaje się nam, że jak każdy z osobna pilnuje swojego poletka, to pilnuje skuteczniej. To nieprawda. Skuteczniej można walczyć, kiedy występuje się wspólnie. Dlatego powinniśmy już teraz zastanawiać się w jaki sposób zacząć wspólnie działać. O ile łatwiej byłoby nam, kiedy negocjując z rządem o sprawach górnictwa, negocjowalibyśmy nie tylko o losie kopalń, ale także o energetyce. Przecież bez węgla nie ma polskiej energetyki! Znacznie łatwiej byłoby nam, gdyby można było rozmawiać o węglu kamiennym i brunatnym i o energetyce opartej na tych paliwach. Gdyby wszystkie związki miały wspólne stanowisko, skończyłaby się polityka rządu, który ciągle doprowadza do mniej lub bardziej otwartych konfliktów między nami. "Kamienni", "brunatni" i energetycy z elektrowni spalających te paliwa mówią o bezpieczeństwie energetycznym państwa, o tym, że branże są strategiczne dla kraju, jednak każdy robi to oddzielnie. Każdy odnosi jakiś chwilowy sukces. Jednak prawdziwym sukcesem byłby zapis taki, jaki choćby w przypadku niemieckim - program na wiele lat, nadzór parlamentu nad tym programem i gwarancja, że bez względu na opcję polityczną kolejnych rządów zapisy programu są nie do ruszenia. I tak jak w przypadku niemieckim - nie do ruszenia są zapisy czysto ekonomiczne jak i socjalne. 
Kilka razy związki na Śląsku występowały wspólnie. Razem protestowaliśmy przeciwko kolejnym planom zamykania kopalń. Wygraliśmy, bo byliśmy razem. Pokazaliśmy, że potrafimy działać wspólnie. Dlaczego nie rozszerzyć takie sposobu działania na inne branże? Dlaczego nie może to być stały sposób funkcjonowania związków? 
Andrzej Chwiluk